BLOG

21 dni temu

"Renia walczy z rakiem"

Renia skończyła kolejny etap leczenia jakim była radioterapia i doczekała się wyjazdu do domu.

To drugi taki pobyt od stycznia, z tym że zamiast czterech dni darowano nam aż dwa tygodnie. Mamy więc czas na odzyskanie sił i poukładanie myśli. Jedną z nich jest myśl o potrzebie domu.


Bez wątpienia szpital jest miejscem, z którego jak najprędzej chce się wyjść, pomimo faktu, że przecież trafiamy do niego, aby podreperować nasze nadwątlone zdrowie. Rodzice przebywający z dziećmi w Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie także marzą o opuszczeniu wraz ze zdrowymi pociechami prokocimskich murów. Każda przepustka jest powodem do radości, każde przedłużenie pobytu to często tłumione łzy. Wszystko co się wiąże ze szpitalem jest przez nas przyjmowane niechętnie, gdyż nieuchronnie wiąże się z cierniem.


Kiedy Renia przez długi czas była pacjentem ITA usłyszałam o możliwości złożenia podania o pokój w Domu Fundacja Ronalda McDonalda. Pomieszkiwaliśmy wtedy u naszych niezawodnych Przyjaciół Aga Opozda i Piotr Kowalski Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy brzmiała: „I co ja tam będę robić? Do kogo się odezwę? To jak pobyt w szpitalu!” Jednak właśnie ze względu na bliską odległość oddziału oraz pominięcie konieczności korzystania z transportu publicznego (w czasie wzmożonych zachorowań na grypę miało to znaczenie) zdecydowaliśmy się złożyć wniosek. Po domu oprowadzała nas Dominika. Pomyślałam, że z takiego hotelu na wakacjach bylibyśmy bardzo zadowoleni – wszystko takie ładne, zadbane, z wyższej półki. Jednocześnie hol, olbrzymie kuchnia i jadalnia, pokój… były takie obce, nie moje, nie domowe. Ludzie, którzy ze sobą rozmawiają, nawet się śmieją i te wygody były dla mnie takie nieprzystające w obliczu nieszczęścia, które spotkało naszą córeczkę!


Zadomowiliśmy się. Prozaiczne rzeczy jak możliwość gotowania, prania, suszenia, łazienka z ciepłym prysznicem okazały się zbawienne w czasie pobytu Reni w szpitalu. Pamiętam jak Małgosia (jedna z managerek) mówiła żeby zostawić sobie pokój, nie rezygnować, bo po kilku dniach spania na materacu w szpitalnej sali potrzebuje się prawdziwego łóżka. Oczywiście miała rację. Kontakt z ludźmi mającymi podobne doświadczenia również okazał się potrzebny. I to, że można było przyjść, zamknąć za sobą drzwi i posiedzieć w ciszy; że kiedy zaistniała potrzeba, bo Renia była chora, miałam kogo poprosić o nastawienie mi prania i suszenia; że paczki z apteki internetowej miały gdzie przyjść i ktoś je odebrał w moim imieniu, że mogliśmy przywieźć syna lub zaprosić znajomych. Jednak najbardziej jestem wdzięczna za to, że miałam gdzie wyjść ze szpitala z Renią.

Nie czarujmy się, otoczenie USD nie jest najatrakcyjniejsze, a już kilka kroków obok czekał na nas taras i zadbany ogród, gdzie mogliśmy odpoczywać, bawić się i rozmawiać. Szpitalne mury zostawały za nami. Wracało poczucie niezależności, prywatność i intymność, które praktycznie nie mają racji bytu w szpitalnych salach na powrót stawały się częścią naszego życia. Nie wiem, czy odważyłabym się napisać, że Dom Fundacja Ronalda McDonaldajest jak NASZ domowy dom. Bardziej kojarzy mi się z magiczną szafą z „Opowieści z Narni” prowadzącą do magicznej krainy. Tą krainą jest nasza szara rzeczywistość, na którą tak często narzekamy, a do której chcemy jak najszybciej powrócić zostawiając za sobą szpitalne mury.


Bardzo dziękuję wszystkim „Domownikom” krakowskiego Domu McDonalda za Wasze wielkie serca i oddanie, za troskę i pomoc, za organizowanie niecodziennych spotkań, których byliśmy uczestnikami, za uśmiech, kawę, ciasto i chleb. Dziękuję po prostu za Was.

Tekst dostępny na oficjalnym profilu Renia walczy z rakiem

 

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Zamknij ×
Wpłać i pomóż
Donate now