PRAWDZIWE OPOWIEŚCI

2 miesiące temu

Kasia - poetka, pacjentka, Wolontariuszka

16 stycznia 2020 roku to bardzo ważna data. Pierwszy raz w historii naszej Fundacji Wolontariuszką została pacjentka z Oddziału Klinicznego Przeszczepiania Szpiku Kliniki Pediatrii, Onkologii i Hematologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Porozumienie wolontariackie zostało podpisane w Kuchni Ronalda McDonalda na tym oddziale, a nie jak zazwyczaj w naszym biurze. Kasiu, witaj w gronie naszych Wolontariuszy!

Nazywam się Kasia Jaroszewska i mam 17 lat, za 5 miesięcy skończę 18. Pochodzę z Kujaw, a mieszkam w Ludwinowie - moim miejscu na Ziemi, niedaleko Włocławka. Moim idolem jest Kamil Bednarek, kibicuję polskim siatkarzom, kocham zwierzęta, a szczególnie kotki. Piszę wiersze.

Podpisujemy-umowę-16-01-2020.jpg Koszulka-Kasi-16-01-2020.jpg Kasia-przed-chorobą.jpg Kasia-Jaroszewska1.jpg Mama-Kasi-16-01-2020.jpg
  

 

Dum vivimus, vivamus! 
(Dopóki żyjemy, używajmy życia!)

 

Zrodziłeś się z malutkiego ziarenka, 
podlewanego miłością, otulonego ciepłem, 
opromienionego blaskiem dobrej duszy, 
rozwijającego się pod anielskimi skrzydłami.  

 

Kiedy przyszedłeś w bieli na świat,  
dla wielu zmieniło się wszystko.  
Wtedy na moment zatrzymał się czas, 
by zaczęły nadchodzić tylko piękniejsze chwile.

 

Masz w swoich rękach swoje życie, 
którego nie możesz traktować przedmiotowo. 
Tu, na tej ziemi żyje się tylko jeden, jedyny raz, 
więc żyj i biegnij przed siebie jak czas. 

 

Zostałeś stworzony pod białymi skrzydłami.  
Zrodziłeś się z miłości, szczerości, uwielbienia. 
Otrzymałeś moc odpowiedzialności za swoje 
czyny, myśli, słowa, emocje, marzenia. 

 

Wykorzystaj to, co daje Ci świat 
i pomyśl, co Ty możesz dać światu. 
Użyj tego, co w sobie masz, 
tej mądrości duszy, serca, rozumu. 

 

Pamiętaj: 
Dopóki trwa życie, dopóty jest nadzieja. 
Dopóki trwa życie, wszystko jest Twoją szansą. 
Dopóki trwa życie, dojrzewasz jak ziarno. 
Dopóki trwa życie, jesteś odpowiedzialny za siebie i świat. 
Dopóki trwa życie, możesz walczyć o swoje marzenia. 

 

Dopóki trwa życie, używaj go mądrze tyle, ile się da, 
podlewaj miłością, otulaj ciepłem,  
opromieniaj blaskiem swojej dobrej duszy,  
byś nadal rozwijał się pod anielskimi skrzydłami,  
by choć na chwilę zatrzymał się dla Ciebie czas, 
byś żył, miał piękne wspomnienia, nie liczył godzin i lat. 

 

29.03.2020r.  

 

 

Więcej wierszy Kasi

KasiaJaroszewska-Prawdziwe-spojrzenie-świata.jpg KasiaJaroszewska-Duchowa-Potęga.jpg Kasia-Jaroszewska-Łapie-Szczescie.jpg KasiaJaroszewskaSuperbohater.jpg KasiaJaroszewskaKażdyMojKrok.jpg KasiaJaroszewska-Skrzydła.jpg Kasia-Jaroszewska-Jezusowa-Perła.jpg KasiaJaroszewska-Bajka.jpg

Historia Kasi

Moja przygoda z wierszami rozpoczęła się trzy lata temu po przebytej chorobie. Miałam wtedy podejrzenie anoreksji (anoreksja atypowa). Nieraz byłam posądzana o to, czego tak naprawdę nie robiłam. W jednym ze szpitali przeszłam szkołę życia. Nie załamałam się jednak. Wiele osób powtarzało, iż może to się ciągnąć latami, a ja wyrobiłam się w pół roku.  Miałam w sobie determinację i udało mi się udowodnić przede wszystkim sobie, że nie kłamię i zawalczę o swoje zdrowie do końca. Dzięki wydarzeniom z tamtego czasu, nauczyłam się doceniać życie. Pisanie wierszy stało się dla mnie terapią. Zaczęłam przelewać na papier swoje myśli, uczucia, doznania, mówić o tym, jak postrzegam świat, życie, człowieka. Od tamtego czasu wiele się zmieniło w moim toku myślenia…

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2018 r. Wtedy podczas lekcji wf-u zaczęłam odczuwać pierwsze bóle. Razem z rodzicami chodziliśmy od lekarza do lekarza, ale większość twierdziła, że jestem zdrowa. Wielu z nich sądziło, iż są to tylko nerwobóle i niedługo mi przejdzie. Nie przechodziło… Z każdym dniem bolało coraz gorzej. Czułam ból w okolicach karku, pod łopatkami, ale z tego wszystkiego najgorsze było odczucie, jakby ktoś wyrywał mi ręce. Nie mogłam spać, leki przeciwbólowe nie pomagały. Czasami bałam się kolejnego poranka, bo wiedziałam, że znów będzie bolało.

Mój stan pogorszył się po zaliczaniu resuscytacji krążeniowo - oddechowej na EDB. Podczas wykonywania uciśnięć klatki piersiowej czułam, jak coś przepływa mi przez plecy, od odcinka piersiowego na skos. Ledwo mogłam  założyć plecak. 10  stycznia 2019 r. pierwszy raz pojechaliśmy do szpitala. Tam też miałam tomografię, ale na opis trzeba było czekać kilka dni. Chirurg dziecięcy spojrzał więc tylko swoim wzrokiem na zdjęcie w komputerze i stwierdził, że wszystko jest w porządku.

21 stycznia poszliśmy do fizjoterapeuty. Po masażu  pleców było gorzej. 22 stycznia nastąpił punkt kulminacyjny. Czułam straszny ból połączony z kłuciem  w odcinku piersiowym, a do tego rwanie rąk. Następnego dnia pojechaliśmy kolejny raz do szpitala. Ostatecznie lekarz przyjął nas na oddział chirurgii dziecięcej, abym krócej musiała czekać na rezonans magnetyczny kręgosłupa (na tomografii wykonanej 10 stycznia były widoczne rozrzedzenia kostne i napisane zalecenie wykonania rezonansu magnetycznego). Dzień później miałam badanie, a kolejnego dnia następne. Okazało się, że to co mam w sobie jest poważniejsze niż wszyscy myśleli. 30 stycznia znaleźliśmy się na oddziale neurochirurgii  w CZD w Warszawie. Tam też choroba zaczęła się pogłębiać. Kolejnego dnia zaczęłam tracić czucie w nogach. 31 stycznia, w porę odbarczono mi odcinek szyjny kręgosłupa i pobrano do badania wycinek masy, która oblewała krąg C7 i powodowała największy ucisk na nerwy. Dziś czuję tylko lekkie mrowienie w dwóch palcach lewej dłoni. 

7 lutego usłyszeliśmy diagnozę – nowotwór złośliwy kości i chrząstki stawowej – kości kręgosłupa (Ewing sarcoma). Pamiętam, iż jedne ze słów, które powiedziałam do siostry po usłyszeniu diagnozy to: ”Nie płacz, bo to znaczy, że tracisz nadzieję.” 8 lutego znaleźliśmy się na oddziale onkologii w CZD w Warszawie. Dzień później założono mi vascuport. W niedzielę 10 lutego przyjęłam pierwszą dawkę chemii. Początki były trudne pod względem psychicznym i fizycznym. Przed ok. dwa miesiące nie mogłam wstawać, ze względu na złamania kompresyjne kręgów, które już nastąpiły i nadal mi groziły.

Po pewnym czasie zaczęłam nosić gorset Jewetta. Przeszłam przez 6 ciężkich cykli chemioterapii, 8 cykli uzupełniających, radioterapię, megachemię i  autoprzeszczep szpiku, ale też szereg badań. W leczeniu wszystko szło pomyślnie. Pomagało mi w tym pisanie wierszy, które od momentu rozpoczęcia leczenia do jego zakończenia zaczęły zmieniać swój charakter. Gdyby nie one, nie dałabym sobie z niczym rady. Wiersze są dla mnie czymś więcej niż tylko słowami, one są po prostu mną. Kartka nie jest tylko kawałkiem papieru, ale moim przyjacielem.

 

Rok 2019 wiele mnie nauczył, odbierając. Nie winię go za to, co w moim życiu się wydarzyło i nie chcę o tym zapominać. Stałam się jeszcze silniejsza. Ból mnie zahartował. Wiem, jak wielką wartość ma życie i jak bardzo jest kruche. Nie chcę go zmarnować, ale doceniać, kochać i szanować, żyć w zgodzie ze sobą oraz światem. Ludzie, których spotkałam na mojej drodze to ZIEMSCY ANIOŁOWIE. Nie ma nic cenniejszego niż serce drugiego człowieka, które emanuje dobrem pod wszelkimi postaciami. To między innymi oni stali się źródłem mojej radości… Radości, dzięki której zawsze będę mogła czuć się wygrana… Dziecięcej radości, która również pozwoliła mi to wszystko przetrwać.

Kasia1poziom.jpg

Nic nie dzieje się bez przyczyny, jestem tego pewna… Dla mnie nie ma przypadków…. Przez ten czas nauczyłam się, czym jest wiara, nadzieja i miłość, jak ważne są relacje międzyludzkie, nasze wnętrze i łapanie każdej z chwil. Cieszę się życiem mimo wszystko i będę cieszyć, bo inaczej za dużo bym straciła. Czuję wewnętrzną potrzebę pomocy innym, którzy mogą znaleźć się w podobnej sytuacji. Mam nadzieję, że moje wiersze w pewnym stopniu pomogą im przetrwać te trudne chwile i pozwolą spojrzeć na tą dobrą stronę życia, nie poddając się bez walki.

Poznaj prawdziwe opowieści
Kasia - poetka, pacjentka, Wolontariuszka

Nazywam się Kasia Jaroszewska i mam 17 lat, za 5 miesięcy skończę 18. Pochodzę z Kujaw, a mieszkam w Ludwinowie - moim miejscu na Ziemi, niedaleko Włocławka. Moim idolem jest Kamil Bednarek, kibicuję polskim siatkarzom,...

Julka - zawsze gotowa pomóc - prawdziwa opowieść

Julka trafiła do Szpitala Pediatrycznego WUM w Warszawie na kilka dni, które przeciągnęły się do kilku tygodni.

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Zamknij ×
Wpłać i pomóż
Donate now